Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Nadmierna rola państwa w gospodarce prowadzi do nieefektywnego zarządzania i zniechęca przedsiębiorców do inwestycji

Ręczne sterowanie budżetem państwa, czyli zwiększanie tzw. wydatków sztywnych, takich jak stałe świadczenia społeczne zwiększa dochody obywateli, ale jednocześnie prowadzi do niepokojów społecznych ze strony pominiętych w redystrybucji dóbr grup i naraża budżet i gospodarkę na większy deficyt i spadek wzrostu PKB w czasach dekoniunktury. Zdaniem Wojciecha Warskiego, wiceprezesa Business Centre Club, Polska musi się przygotować na spadek prosperity, a państwo powinno pełnić rolę pilnującego równości podmiotów regulatora.

– Obserwujemy zdecydowanie nadmierną rolę państwa w gospodarce, to jest rola ingerenta, który usiłuje sterować gospodarczymi, politycznymi i społecznymi procesami życia w kraju ręcznie, nie tędy droga – ocenia w rozmowie z agencją In formacyjną Newseria Biznes Wojciech Warski, przedsiębiorca, wiceprezes Business Centre Club. – Prawdziwa rola państwa w przedsiębiorstwie to organizacja życia społeczno-gospodarczego kraju, rola regulatora, ale tylko tam, gdzie państwo rzeczywiście dysponuje zasobami ogólnonarodowymi, np. w komunikacji, sprawach związanych z energetyką i z tzw. dobrami publicznymi, takimi jak policja, armia, usługi zdrowotne, usługi oświatowe. Przy czym nie oznacza to, że wszystkie usługi publiczne muszą być wykonywane przez państwo. Państwo jest ich, organizatorem, ocenia i najmuje podmioty prywatne i przynajmniej w dużej części im powierza wykonanie funkcji, którymi zarządza.

W 2018 roku polska gospodarka urosła o 5,1 proc., najmocniej od 2007 roku. To trzecie najszybsze tempo wzrostu w XXI wieku po latach 2007, 2006 i 2004, w którym całoroczna dynamika była taka sama jak w ubiegłym roku. Wpływ na tę dobrą koniunkturę miały wyższe wydatki Polaków, dobre nastroje gospodarcze u największych partnerów handlowych Polski oraz rozkręcające się inwestycje. Widać już jednak pierwsze zwiastuny spowolnienia: wskaźnik koniunktury gospodarczej ESI dla wszystkich 28 krajów Wspólnoty spadł w marcu do poziomu 5,0 i obniża się z miesiąca na miesiąc od czerwca ubiegłego roku, gdy wynosił 11,8. W Polsce na najniższym poziomie był w styczniu br., gdy spadł do 3,0. W kolejnych dwóch miesiącach lekko wzrósł (4,4 w lutym i 4,8 w marcu), ale i tak daleko mu do poziomu z lipca ub.r., gdy przekraczał 9. Wyraźne spadki widać także w Niemczech – największym partnerze handlowym Polski.

– Państwo nawet musi przygotowywać się na spadek i na koniec prosperity dlatego, że taka jest właśnie rola państwa, rola regulatora, rola tego, który przewiduje na przyszłość, może nie na 20 lat naprzód, ale jednak patrzy do przodu. W związku z tym państwo musi w taki sposób kroić swoje prawa wewnętrzne rządzące społeczeństwem i gospodarką, by przejść przez kryzys suchą nogą – zaznacza Wojciech Warski. – Bardzo ważnym elementem wzrostu gospodarczego jest otoczenie makroekonomiczne spoza naszego kraju, w tym przypadku nazywa się to po prostu koniunkturą światową. Ale na wzrost PKB lub jego degradację ma również bardzo istotny wpływ wszystko to, co zrobili poprzednicy, oczywiście nie ci sprzed 20 lat, ani nawet sprzed 10, ale powiedzmy sobie tzw. poprzednie ekipy, patrząc 3, 4, 5, 6 lat wstecz.

Oznacza to, że z wydatkami, do których zobowiązał się obecny rząd będą musiały uporać się także kolejne władze, nawet jeśli dojdzie do zmiany na szczycie. Ponad 20 miliardów złotych na już obowiązujący program 500+ i kolejne przeszło 40 miliardów na tzw. „piątkę Kaczyńskiego” zwiększają deficyt budżetowy o niemal 70 miliardów złotych. O ile w czasach korzystnej koniunktury i częściowo dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego dotychczasowe finansowanie było możliwe, to w gorszych warunkach makroekonomicznych deficyt będzie się pogłębiał. Tymczasem już po dwóch pierwszych miesiącach roku deficyt wynosi 800 mln zł. Przed rokiem było to 4,5 mld zł nadwyżki.

– Na wzrost PKB mają też bardzo istotny wpływ czynniki niemierzalne, coś, co się nazywa pewnym klimatem politycznym. I ten klimat polityczny, kiedy wieje optymizmem, wtedy on zachęca do inwestycji i do rozwoju PKB, kiedy natomiast jest przeciwnie, to raczej wszyscy zwijają żagle, szczególnie ci, którzy są w kraju, którzy są bardzo podatni na działanie m.in. państwa w gospodarce – wyjaśnia wiceprezes BCC. – Wzrost PKB w dużej mierze zależy również od regulacji, jakie narzuci się na rynek pracy, od regulacji, jakie narzuci się na rynek finansów i klimat społeczny. Bez spokoju społecznego nie może być dużego znaczącego wzrostu PKB.

Podczas kryzysu z końca ubiegłej dekady Polska była  jedynym krajem Europy, który nie odnotował spadku PKB, kolei obecnie tempo rozwoju polskiej gospodarki należy do najszybszych na kontynencie. W IV kwartale 2018 roku szybciej od naszego kraju rozwijały się tylko Łotwa i Węgry. Polska może się też pochwalić jednym z najniższych poziomów bezrobocia. Jednak dane o PKB wyglądają tak dobrze tylko w ujęciu rocznym. Natomiast jeśli przyjrzeć się danym kwartał do kwartału, to widać, że Polska znalazła się za połową stawki – dopiero na 15. miejscu. Natomiast pod względem tempa zmian zatrudnienia zajęliśmy… ostatnie miejsce ze spadkiem o 1,2 proc.

– Nie uważam, że Polska jest jakimś ewenementem, Polska jest raczej beneficjentem tego, co się dzieje za naszymi granicami, tej koniunktury, która została wywołana w świecie. A ta koniunktura w świecie była przede wszystkim pewnym odreagowaniem i odbiciem po kryzysie – przypomina Wojciech Warski z BCC. – My startując z dosyć niskiej bazy, odbiliśmy bardziej niż inni, oczywiście w procentach licząc, m.in. również dlatego, że Polska przez ten kryzys finansowy i gospodarczy poprzednich lat została przeprowadzona praktycznie suchą nogą. W związku z tym, tym bardziej to odbicie było możliwe i tym bardziej było znaczące, bo tak jak powiedziałem, baza była niska.

Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *