Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Co nowego w branży prezentowej?

Zbliża się ważna rocznica, święto lub urodziny? Zachodzisz w głowę czym obdarować bliską ci osobę, ale masz już po dziurki w nosie kubeczków ze śmiesznymi napisami, kuchennych fartuchów z torsem gladiatora, albo voucherów na skok na bungee? A gdyby tak podarować …nostalgiczną podróż w przeszłość?

Nie, wehikułu czasu ciągle nie wynaleziono. Ale jeśli komuś wydawało się, że branża prezentowa to okrzepły i skamieniały sektor, w którym nic nowego się nie dzieje, to nie może być w większym błędzie. Oczywiście ciągle królują kupowane masowo na prezenty kosmetyki i perfumy, książki, słodycze i alkohol. Jeśli jednak zawęzić pole zainteresowania do branży prezentowej sensu stricte, można zaobserwować istnienie ciekawych trendów. Od ponad dwóch dekad tzw. funny gadgets, głównie rodem z Państwa Środka, wciąż mają się dobrze, choć ich czas zdecydowanie mija.

O ile wprawdzie antystresowe piersi do ściskania, strój kąpielowy Borata czy gadający pilot do sterowania partnerem ciągle znajdują nabywców, to zdecydowanie przejadły się zarówno kupującym jak i obdarowywanym. Z kolei zapewnienie bliskiej osobie wyjątkowych doznań w ramach tak zwanych experience gifts (przejażdżka czołgiem, skok na bungee, strzał z ludzkiej procy lub nocowanie na skale), popularnych na świecie od niespełna dwóch dekad, stanowi bardzo interesującą opcję, bo zawsze znajdą się zwolennicy prezentów niematerialnych. Jednak trudno nie dostrzec gołym okiem, że z roku na rok coraz silniejszą pozycję zdobywają także prezenty personalizowane. Zaczęło się od banalnego grawera na portfelu, notatniku lub spinkach do koszuli.

Dziś w ofercie znajdziemy karafkę na whisky z imieniem jubilata lub solenizanta, imiona nowożeńców na kieliszkach do szampana czy monogram na kieliszkach do wódki, poduszka z imieniem żony i nieprzebrana mnogość personalizowanych T-shirtów, także dla bobasów, power banków z dowolnym nadrukiem albo też pierwszych stron gazet z podobizną i imieniem obdarowanej osoby.

Czy palić żółte kalendarze?

To jednak dopiero początek. Piotr Szczepanik śpiewał kiedyś: „Wróć do krainy marzeń, gdzie zawsze wiosna trwa. Spal żółte kalendarze, żółte kalendarze spal”. Branża prezentowa wie, że trzeba robić dokładnie na odwrót. Bo żółte kalendarze sprzed lat to dzisiaj wprost nieoceniony skarb na rynku. Niezwykła popularność karteczek z popularnych niegdyś zdzieranych kalendarzy ściennych może zdumiewać, ale ma bardzo logiczne uzasadnienie. Lubimy przecież wracać do przeszłości, z sentymentem wspominamy stare czasy, nawet jeśli sami nie możemy ich pamiętać. No i kto by nie chciał posiadać pamiątki z czasów swoich urodzin? Karteczki więc, im starsze, tym cenniejsze. Jak wino. Na marginesie, i w temacie samego wina wiele się dzieje: są już bowiem firmy specjalizujące się w oferowaniu butelek z wybranego rocznika. Jeśli jednak nie jesteś sommelierem znad Loary czy Sekwany, to zakup flaszki sprzed czterdziestu lat przypomina nabywanie przysłowiowego kota w worku. Nie bez znaczenia jest pytanie o pochodzenie i oryginalność takiego trunku. No i dany rocznik, zwłaszcza z tych bardziej odległych, po wielu latach może wcale nie nadawać się do picia (mitu o rosnącej jakości wina wraz z osiąganym wiekiem na dłuższą metę nie da się obronić), choć rzecz jasna zakupu takiego prezentu wcale nie musimy dokonywać w celach konsumpcyjnych. Wracając jednak do naszych podarunkowych kartek z kalendarza: ponieważ zasób kalendarzy sprzed lat jest ograniczony, rynek ów wyewoluował do tego stopnia, że w ofercie, obok oryginałów, znaleźć można także reprinty konkretnych dat. Teoretycznie więc rzecz biorąc, jeśli twój partner jest zagorzałym fanem średniowiecza, możesz pokusić się … o kartkę z kalendarza z czasów bitwy pod Grunwaldem.

W poszukiwaniu straconego czasu

W słynnej powieści Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu z początków dwudziestego wieku, smak ciasteczka (magdalenki) zamoczonego w herbacie przenosi dorosłego głównego bohatera do błogich czasów jego dzieciństwa. Któż z nas tego nie zna? Proustowską magdalenką może być konkretny zapach albo miejsce, a nawet fragment muzyki z odległych czasów. Uwielbiamy wracać myślą do czasów sprzed lat, choć tak niewiele o nich wiemy. Fascynacja upływającym czasem i nostalgią za czasem bezpowrotnie straconym legły u zarania innego innowacyjnego projektu w branży prezentowej, pod nazwą To Był Rok. Oto bowiem zamiast kartki z kalendarza z jednym tylko wybranym dniem, ukochaną osobę możesz obdarować kartą zawierającą spis najważniejszych wydarzeń, którymi żył świat w ciągu całego roku.

Dolary przeciwko orzechom, że zapytani o to, jakie wydarzenia nie schodziły z pierwszych stron gazet w roku naszego urodzenia, będziemy w stanie wymienić jedno, rzadziej dwa a jednostki wybitne (pasjonaci historii), wymienią najwyżej trzy. Co ciekawe, najważniejsze wydarzenia polityczne, sportowe, kulturalne, społeczne i naukowe z danego roku zebrane w jednym miejscu są połączeniem dwóch światów: oto materialna tekturowa karta z wydarzeniami z danego roku (awers) i kalendarzem (rewers) zapewnia iście niematerialne doznania i nostalgiczną podróż w przeszłość. Niczym wehikuł czasu. Którego ciągle nie wynaleziono. Ale kto wie czym zaskoczy nas jeszcze branża prezentowa z przyszłości?

Autor: Greg Gregorczyk, Managing Director w FIVEST, właściciel marki To Był Rok, www.tobylrok.pl oferującej prezentowe karty z kalendarzem i wydarzeniami z wybranego roku.

Greg Gregorczyk, Managing Director w FIVEST, właściciel serwisu www.tobylrok.pl oferującego prezentowe karty kalendarzowe

Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *