Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Sektor morski w Polsce potrzebuje wsparcia od państwa. Brakuje też odpowiednio wykwalifikowanych kadr

Gospodarka morska w Polsce ma przed sobą dobre perspektywy, brakuje jej jednak wsparcia od państwa. Trwają rozmowy, by utworzyć odrębną inteligentną specjalizację dla sektora morskiego. Ma to kluczowe znaczenie, bo na dotacje w ramach programów operacyjnych mogą liczyć przede wszystkim projekty dotyczące obszarów tematycznych o najwyższym potencjale naukowym i gospodarczym w skali kraju. Dla branży istotne jest też odrodzenie szkół zawodowych. Brakuje kadr, rośnie też zapotrzebowanie na konkretnych pracowników – elektryków, monterów, czy spawaczy.

 – Trwają dopiero dyskusje na temat stworzenia dwudziestej krajowej inteligentnej specjalizacji, jaką jest gospodarka morska – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janusz Kozak, dziekan Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej. – To, że nie ma tej specjalizacji naprawdę nas boli. Jeżeli składamy granty do krajowych instytucji rozdzielających pieniądze, to fakt, że jest się w specjalizacji inteligentnej pozwala wygrać z prymitywnym projektem, np. na kombajn. Przegrywamy, dlatego że jesteśmy postrzegani jako coś niszowe, lub coś, co nie istnieje – tłumaczy.

Komisja Europejska nakazuje wybór innowacyjnych, inteligentnych specjalizacji gospodarki i nauki, od tego uzależnia przydzielanie unijnych dotacji. Na wsparcie w pierwszej kolejności mogą liczyć te projekty, które wpisują się w krajowe inteligentne specjalizacje, czyli te o największym potencjale innowacyjnym i konkurencyjnym. Na poziomie krajowym Polska opracowała 19 inteligentnych specjalizacji, być może uda się je rozszerzyć o dodatkową, właśnie dla sektora morskiego. Propozycją do KIS może być pomorska IS „Technologie offshore i portowo – logistyczne”.

 To świadczy o tym, jak jesteśmy postrzegani wśród władz centralnych, a za tym idą konkretne pieniądze. W przypadku funduszy na edukację, może nie dostajemy tyle, ile byśmy chcieli, ale pieniądze mamy, o tyle na rozwój czy badania naukowe, jest fatalnie. Jeżeli jest to niszowa działalność, a tak jest postrzegana budowa okrętów, to tych pieniędzy nie ma – tłumaczy Kozak.

Szacuje się, że przychody sektora okrętowego przekroczyły w ubiegłym roku 10 mld zł. Rośnie liczba firm, które pracują w branży, wzrasta też zatrudnienie. Jeszcze w 2009 roku przy budowie i wyposażaniu statków pracowało 23 tys. osób, obecnie jest ich ponad 32 tys. Rosną też przychody stoczni – dane Związku Pracodawców „Forum Okrętowe” wskazują, że w ubiegłym roku wzrost wyniósł ok. 10 proc. Aby branża mogła się jednak rozwijać, potrzebna jest odpowiednia edukacja kadr.

– Trwa dyskusja, czy jest sens tworzyć zawód technik spawacz. To nie tylko człowiek, który będzie spawał, ale, który będzie umiał napisać instrukcję dla spawacza, dobrać parametry. Spawanie nie jest proste, bywają trudne stale np. stal typu Duplex, która pękała w czasie spawania statku chemikaliowca w Stoczni Szczecińskiej. Do tego trzeba człowieka, który umie dobrać materiały, dobrać proces, to wszystko podać spawaczowi na tacy, a potem jeszcze go kontrolować – przekonuje ekspert.

Zdaniem Kozaka odrodzenia potrzebuje szkolnictwo zawodowe. Konieczne jest też stworzenie odpowiedniego zaplecza, powinny powstać laboratoria czy warsztaty. Wówczas jest szansa na stworzenie odpowiedniej kadry. Obecnie takie kursy prowadzone są w części stoczni, na Pomorzu powstały też firmy, które oferują specjalistyczne kursy.

– Problem jednak wciąż istnieje, dlatego zaczynają pojawiać się pracownicy z innych krajów, Wietnamczycy i Ukraińcy – zaznacza dziekan.

Bolączką branży morskiej jest nie tylko brak odpowiedniej edukacji, ale też nastawienie do pracy młodych ludzi. Praca na produkcji, która wymaga wysiłku, również fizycznego sprawia, że część osób szybko rezygnuje z pracy, lub nawet jej nie podejmuje.

– Wydziały mechaniczne uchodzą za trudne, ponieważ jednym z elementów procesu uczenia są projekty, na których trzeba coś wykreślić. Teraz już co prawda w postaci elektronicznej, numerycznej, ale i tak trzeba mieć wyobraźnię przestrzenną. To znacznie trudniejsze niż napisanie eseju na podstawie kilku książek – tłumaczy Janusz Kozak.

Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *